|
2010-06-15 Mamy na pokładzie wyprawy na Korsykę roszady - jedni rezerwują, inni nie dostają urlopu, w efekcie czego są jeszcze 2 wolne miejsca. Poniżej zbieram w całość dotychczasowe informacje:
Już 6 lipca rusza rowerowa wyprawa na Korsykę, której projekt znajduje się od dawna w dziale Wyprawy Parterskie. Wyjeżdzamy z Polski busem 6 lipca, kierując się do włoskiego Livorno. Tam przesiadamy się na prom do korsykańskiej Bastii i rozpoczynamy wędrówkę po "dzikiej wyspie". Planowana trasa: BASTIA - CAP CORSE - CALVI -CORTE - BASTIA (8 dni w trasie). Nie bijemy rekordów, Korsyka oferuje zbyt wiele, żeby pędzić na łeb na szyję. Znajdzie się czas na plażę, kąpiele, winko w korsykańskich wioskach, spacery po średniowiecznych miasteczkach. Zobaczymy spektakularne korsykańskie wybrzeże i dzikie góry w centrum wyspy. A nie ma lepszego środka transportu dla poczucia aury danego miejsca niż rower. Śpimy na kempingach, głównie przy plaży. KOSZT: 1900 zł na osobę (może ulec nieznacznym wahaniom), a w nim: - transport wygodnym busem na trasie - Kraków - Livorno, Livorno - Kraków - transport rowerów na tej samej trasie (nie musimy ich rozkładać) - noclegi w kempingach na Korsyce - ubezpieczenia turystyczne - organizacja i opieka organizatora, czyli mnie. Jednym słowem: solidna dawka energii w 12 dni. Zostały 2 wolne miejsca, chętnych o dołaczenie do naszej grupy proszę o kontakt mailowy. Otrzymuję zapytania o dzienną odległość, którą zamierzamy pokonywać. Odpowiadam: to nie zawody sportowe! Planujemy pokonywać średnio 50 km dziennie. Jedziemy 4-6 h dziennie, robiąc sobie przerwy w ciekawych wioskach, zabytkowych wieżach na klifach, unikając przy tym godzin upału. Musi wystarczyć czasu na korsykańskie zaułki i poczucie "aury" wyspy. Podróżujemy w stylu wyprawowym, czyli wieziemy nasz dobytek na sakwach (detale dogramy po 20 czerwca). Planuję wypad z Porto do Ajaccio, czyli miasta rodzinnego Napoleona. Żeby zdążyć być może 'utniemy półwysep" Corse. To wyjdzie oczywiście w praniu. Wyprawa na Korsykę będzie pierwszą wyprawą rowerową, przygotowaniem do kolejnych, dłuższych, na innym kontynencie. |
|
|
2010-06-14 Półwysep Corse na północy przypomina ludzki palec, jakby specjalnie wystawiony, żeby nadziali się na niego europejscy najeźdźcy. Mówi się o nim, że to wyspa na wyspie. Najbardziej wysunięty w kierunku kontynentu od zawsze stanowił istotny punkt dla handlarzy. Doskonale zdawały sobie z tego sprawę żyjące z wina i oliwy kupieckie klany z Genui, które starały się utrzymywać z mieszkańcami półwyspu przyjazne stosunki. Genueńskie rody budowały na skalistym wybrzeżu wieże-strażnice, chroniące przed zakusami przybyszy z kontynentu.
Mieszkańcy półwyspu mieli najwięcej kontaktu z innymi narodami i byli naturalnie bardziej otwarci na świat niż skryci w skalistych dolinach górale wewnątrz wyspy. Chętniej wyjeżdżali za wielką wodę np. jako pracownicy urzędów kolonialnych w Indochinach albo na emigrację do Nowego Świata. Na ojcowiźnie zostawał zwykle najstarszy syn. Zwykle wracali. Odmienieni, z kieszeniami nabitymi tłustymi dolcami, za które stawiali wystawne posesje nazwane przez miejscowych "maison des americains" (fr. domy Amerykanów). Kolonialna architektura „nowobogackich” kontrastuje z okolicznymi wioseczkami, przycupniętymi wśród winnic, skał i lazurowych zatoczek. A między tym wszystkim wiją się niezliczone dróżki i ścieżynki, którymi będziemy jechać, zatrzymując się w rybackich wioskach na ryby - Corse to jedyny na Korsyce rejon (obok Bonifaccio), w którym ludzie żyją z rybołóstwa. |
|
|
2010-06-13 Należy zacząć od dzikości. W opisach Korsyki stale pojawia się epitet - "dzika". Od razu nasuwa się wątliwość, czy aby nie naciągane to trochę pod turystów, tym bardziej, że wyspa leży w Europie. Wszystko wskazuje, że nie.
Jak donosi National Geographic z kwietnia 2003 r. 650 km-owa linia brzegowa wyspy jest jednym z ostatnich prawdziwie dzikich miejsc we Francji (znów to słowo). Jak do tego doszło? Korsyka nie dość, że jest jak górska twierdza wzniesiona na dnie morza, to jej wnętrze obejmuje system ostrych górskich grani, rozdzielających przez długie wieki zamieszkujące w głębokich dolinach klany, może za wyjątkiem okresów odżywającej cyklicznie vendetty o zabitego przed laty kurczaka. Korsykę najeżdżali: Grecy, Kartagina, Rzymianie, Genueńczycy i w końcu Francuzi. Ci ostatni zdobyli wyspę w 1789 r. , pozbawiając Korsykan jakiejkolwiek autonomii. Wtedy narodził się na wyspie tajny ruch separatystów, dążących do odbicia Korsyki Francuzom, przywołujący dni chwały (1755-1769), kiedy wyspą rządził narodowy bohater gen. Pasquale Paoli. Niepokorni separatyści (organizacja FLNC) stosowali różne formy oporu, właczając zamachy bombowe, które nasiliły się w latach 80-90 XX w. To skutecznie odstraszyło inwestorów przed budową na wybrzeżu kompleksów wypoczynkowych. Mimo że sytuacja na Korsyce aktualnie jest ustabilizowana, Korsykanie silnie akcentują swoją tożsamość. Posługują się na co dzień językiem korsykańskim, znacznie różniącym się od francuskiego. Dziś na Korsykę ściągają turyści, zwabieni wyjatkowym urokiem "wyspy Napoleona", ograniczając się jednak do kurortów. Na Korsyce żyje jedynie 275 tys. ludzi. Wystarczy wsiąść na rower (z komunikacją publiczną w górskim interiorze nie jest najlepiej) i popedałować w surowe zakamarki wyspy. W kolejnych dniach przedstawię miejsca, które odwiedzimy. CDN |
|
|
Polska Szkoła Reportażu we Wrzeniu Świata |
|
2010-06-10 W dzisiejszej audycji Wrzenie Świata w TOK FM o 20.00 prowadzący Wojciech Tochmann, jeden z założycieli Instytutu Reportażu po rozmowie z Markiem Kęskrawcem autorem ostatnio wydanej książki "Czwarty pożar Teheranu" spotka się na antenie z moimi koleżankami z Polskiej Szkoły Reportażu. Sam jestem ciekaw, o co za pyta i co one ciekawego opowiedzą. |
| |
|
|