2010-05-25
Tak zaczął się nasz krótki pobyt w Kosowie:
Po drodze z Belgradu ani jednego znaku na Kosowo. Jakby nie istniało. Już sam nie wiem czy wypada pytać o drogę, wymieniając to słowo.
Leskovac, serbskie miasto tuż przed granicą. Nie ma: kolorowych ciuchów, lśniących okien sklepowych, kostek chodnikowych, zielonych trawników, drogich samochodów, kejefsi, makdonaldów, jaskrawych neonów, uśmiechniętych ludzi. Poza tym wszystko jest.
Wreszcie niekończący się podjazd górskimi serpentynami na wyniosłą przełęcz, do granicy (około 15 godzin samochodem z Polski).