|
Dziwne miasto. Wystraszeni osiemnastoletni gliniarze chodzący trójkami, kolesie w land cruiserach patrzących na miasto jak na swoją własność, faceci pod pocztą handlujący impulsami z kart telefonicznych, ludzie objuczeni naczyniami, łysi małolaci ze wzrokiem potulnie wbitym w ziemię, jakby uprawiali jakąś nieśmiałą franciszkańską odmianę gangsta, panny z gołymi brzuchami, na niebotycznych i chwiejnych obcasach, przechadzające się po głownej ulicy niczym po missświatowym wybiegu, romańsko-słowiańska mieszanka urody, oszpecona burdelowym makijażem, chłopska nieśmiałość w rewiowych kostiumach i wrażenie, że wszyscy coś udają, że naśladują własne wyobrażenie o świecie, który jest gdzie indziej. Dlatego w końcu zostawiliśmy Kiszyniów. Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag" |