Na horyzoncie kolejne festiwale podróżnicze. Choć sam juz nie wiem czy można je jeszcze nazywać podrózniczymi. Coraz więcej na nich dobrych filmów, imprez towarzyszących - koncertów, egzotycznych kuchni, spotkań z reporterami, literaturą. Może wreszcie zacznę na nie chodzić. Do tej pory tego nie robiłem, bo oglądanie slajdowisk z monotonnym komentarzem o mijanych zabytkach, miastach i knajpach wydawało mi się potwornie nudne. Ale idzie nowe. W kwietniu (niestety w tym samym czasie) odbędą się dwa festiwale - Mandragon w Warszawie i Mediatravel w Łodzi. Zdecydowanie nie wieje nudą. Tym bardziej się cieszę, że na obu będę miał okazję się pojawić jako gość. 24 kwietnia o 17.00 w Warszawie w Centrum Kultury Łowicka opowiem o reporterskim wyjeździe do Kambodży i Tajlandii, dzień później o tym samym w Łodzi. To będzie intensywny weekend, bo w tym terminie wypada też zjazd w Instytucie Reportażu. W Warszawie na imprezie Mandragona pojawią się m.in. znakomici reporterzy - Jacek Hugo Bader i Max Cegielski.
Wyłączność
2010-03-31
Niestety muszę skończyć z praktyką zamieszcania tekstów na stronie przed publikacją w prasie. Większość pism wymaga wyłączności i stawia warunek braku publikacji tekstu gdziekolwiek indziej. Dziś przepadła mi przez to szansa na druk w cenionym wydawnictwie. Będe więc zapraszał do odpowiednich tytułów prasowych.
Repotaż jako opis rzeczywistości
2010-03-31
W weekendowej Wyborczej zamknięto długą debatę na temat KAPUŚCIŃSKI NON-FICTION zapisem dyskusji zorganizowanej przez Instytut Reportażu. Wynotowałem fragment wypowiedzi Andrzeja Stasiuka:
"Reportaż jako opis rzeczywistości powoli się kończy. 50 lat temu jechał facet do Konga i pisał, jak tam jest - teraz mamy 700 kanałów w telewizji, możemy sobie obejrzeć to Kongo. I myślę, że ten paradygmat reportażu się właśnie zmienia, że jest tylko jedną z metod opisu świata. "
W czwartek do Kosowa
2010-03-30
Wczoraj w wojskowej bazie w Bondsteel w Kosowie gościła delegacja polskiego Sejmu na czele z B. Komorowskim i J. Szmajdzińskim. Mój wyjazd do Kosowa ma miejsce w zasadzie w przededniu wydania przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości opinii co do legalności ogłoszenia przez Kosowo niepodległości w 2008 r. Wniosek zgłosili Serbowie, twierdząc, że akt ten łamie postanowienia rezolucji ONZ nr 1244, stanowiącej o nienaruszalności serbskich granic. Mimo że opinia MTS nie ma wiążącej mocy prawnej, posiadając jedynie walor opinii doradczej, jego orzeczenia wyznaczają kierunek interpretacji prawa międzynarodowego. A więc - suwerenność czy prawo do samostanowienia? Co weźmie górę? Dowiemy się już w maju. Jeśli MTS uzna, że akt był zgodny z prawem, powinno to uciąć dyskusje i postawić w kiepskiej sytuacji państwa ,które nie uznały Kosowa m.in. Rosję, Chiny czy Hiszpanię. Poza tym dla Kosowarów będzie to formalne "klepnięcie" ich aktualnego statusu. Moje reportaże po powrocie powinny się więc pojawić w prasie w chwili, kiedy uwaga opinii publicznej znów skupi się na sprawie kosowskiej.
Jeśli znajdę chwilę, napiszę kilka słów z Prisztiny. Wszystko wskazuje na to, że święta Wielkanocne spędzę z prawosławnymi mnichami w enklawie serbskiej w maleńskiej wiosce Velika Hoca z winnicami i średniowiecznymi, malowniczymi kościółkami. Tam też mieszka jeden z moich rozmówców.
A po powrocie, będę miał też propozycję dla WAS.. i bynajmniej ne będzie to propozycja literacka.
(Mini-MP3-Player v2.2 (c) Ute Jacobi - unregistered version - Only Free for NonCommercial Website)