|
A.M.Crossy. Skad pomysl na taki sposób podrózowania?
D.J.Podczas wcześniejszej podroży przez Azje południowo-wschodnią zasmakowaliśmy tego typu przemieszczania się i od razu wiedzieliśmy ze to jest to. W ciągu kilku dni jazdy w okolicach Kampong Soam dzięki crossom zobaczylismy prawdziwą Kambodze, z jednej strony skrajnie biednych, lecz niesamowicie otwartych khmerów jak i niemożliwe do zobaczenia bez motorów krajobrazy. Już wtedy wiedzieliśmy ze tam wrócimy aby przejechać przez ten kraj na motorach. A.M.Jaka trase pokonaliscie?
D.J.Trasa nie była od początku dokładnie określona, lecz mieliśmy jeden cel dostać się do północnej prowincji Ratanakiri i stamtąd dojechać tzw. "autostradą śmierci" do górskiej prowincji Mondulkiri we wschodniej Kambodży.Trasę rozpoczęliśmy na granicy z Tajlandią w miejscowości KohKong kierując się w stronę stolicy południowym wybrzeżem, po czym zachodnim brzegiem Mekongu do Kampong Cham, gdzie dostaliśmy siena drugi brzeg rzeki i tam kontynuowaliśmy drogę na północ najbardziej malowniczym odcinkiem nad samym brzegiem Mekongu przez wioski rybackie w stronę Kreti, które było ostatnim przystankiem przed naszym celem czyli Bunglung w prowincji Ratanakiri. Tam spędziliśmy kilka dni jeżdżąc po górskich wioskach tribalnych po czym czekał na nas najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny odcinek do Sen Monorom trasą przejezdną tylko dwa miesiące w roku zwaną przez khmerów autostradą śmierci. W Mondulkiri przez stolice Phnom Penh i Kampot wróciliśmy do przygranicznego Koh Kong gdzie musieliśmy zdać maszyny.
A.M.Dlaczego zrezygnowaliscie z planu pokonania Gor Kardamonowych? D.J.Góry Kardamonowe początkowo miały być naszym pierwszym odcinkiem w drodze na północ, lecz po konsultacjach z przewodnikiem którego poznaliśmy na miejscu okazało się ze trasa przez góry jest już ogólnodostępna i nie jest już tak ciekawa jaką była jeszcze kilka lat temu, poza tym czas który zaoszczędziliśmy wybierając inną trasę pozwolił nam na wspaniałe wypady w górskie wioski w północnej Kambodży. A.M.Jak sie przygotowaliscie do wyprawy? Skad byly motory? D.J.Najwięcej czasu spędziliśmy nad mapami studiując trasę i wszystkie inne awaryjne objazdy, ważne było również przygotowanie fizyczne gdyż min 10 godzin jazdy każdego dnia jest to nie lada wysiłek, zważywszy że trasa głównie prowadziła offroadem. Ponadto wszelkiego rodzaju sprzęt, czyli np.podręczny odbiornik gps, namiot, spiwory itp. Wszystko to było planowane oraz zabrane z Polski.
A.M.Masz jakies uwagi co do wypraw na motorach dla kogos kto planuja taka wyprawe? (dobor motoru, sprzetu etc)?
Na każdy odcinek trasy trzeba mieć plan awaryjny, szczególnie w miejscach gdzie mapy szczegółowe nie są dostępne. Odbiornik gps w tego typu wyprawach podstawa. Przygotowanie fizyczne jest ważne, uda oraz ramiona podczas całodniowej jazdy po terenie są nieustannienapięte. Zawsze należy pamiętać o zapasie wody i jedzenia. W przypadku takiej wyprawy jedynym motorem sprawdzającym się nie jest typowy kros lecz motocykl klasy enduro, ze względu na mniejszą awaryjność i potrzebę przemierzenia długich odcinków!
A.M.Czy bylo cos na trasie co szczegolnie utkiwlo Ci w pamieci? D.J.Cała trasa od pierwszej do ostatniej minuty była niesamowitym przeżyciem, lecz kilka momentów na pewno bardziej. Niewątpliwie pierwszy kontakt z piaskiem zakończony "glebą" przy dość dużej prędkości i od razu nabrałem szacunku do tego rodzaju nawierzchni. Ciekawym doświadczeniem była jazda po stolicy gdzie 99% pojazdów to motory i żadne przez nas znane zasady nie są przestrzegane. Malownicze wioski nad wschodnim brzegiem Mekongu, gdzie przy każdym postoju gromada dzieci otaczała nas traktując jako nie lada atrakcje. Szczęki nam opadły gdy podczas jazdy w wioskach górskich w Ratanakiri spotkaliśmy tubylca orającego pole słoniem. Przejazd "autostradą śmierci" oraz wysiłek jaki włożyliśmy tamtego dnia aby to dokonać w tak krótkim czasie.
A.M.Dlaczego namawiasz mnie na crossy w Birmie?
D.J.Birma wg mnie jest krajem jeszcze ciekawszym od Kambodży jeśli chodzi o podróżowanie motorem. Stan dróg a praktycznie ich brak nie pozwala nikomu dotrzeć w miejsca dzikie i nie zdobyte przez białego człowieka. Ponadto istnieją miejsca w Birmie praktycznie niemożliwe do zdobycia bez motorów. Podczas mojej pierwszej wizyty w Birmie kultura oraz gościnność Birmańczyków zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie, iż kraj ten stał się moim celem w przyszłości. Jest kilka miejsc w tym kraju, do których dotarcie nie jest możliwe autobusem bądź samochodem i tam właśnie chciałbym się dostać jeśli taka wyprawa dojdzie do skutku.
A.M Dzieki za rozmowe. |