Tłumaczy dla mnie:
Translateria
Zapisz się do usługi newsletter, aby być na bieżąco
      
badania materiału genetycznego
 
Jak się spakować?

Przykładowa grafikaWszystko zależy od zapotrzebowania danego dnia i warunków w jakich się znajdujemy. Logiczne, że będąc w dziczy, portfel i dokumenty zapakujemy w wodoszczelny pojemnik i wsadzimy gdzieś głęboko do plecaka, podczas gdy w dżungli miejskiej będziemy je trzymać blisko siebie nie tylko z racji częstego korzystania ale i bezpieczeństwa. Wiadomo, że wychodząc w teren ze świadomością, że istnieje szansa na dotarcie do ustalonego punktu po zmierzchu warto mieć czołówkę gdzieś pod ręką.jeśli przewidujemy gotowanie w ciągu dnia warto garnki i kuchenkę sztućce itd. zapakować tak, żeby nie trzeba było  całego plecaka  przeładowywać np. na jakimś stromym zboczu. Trzeba pamiętać, że nie można mieć wszystkiego naraz pod ręką. Trzeba po prostu chwilę się zastanowić i pomyśleć! To nie tylko kwestia straty cennego czasu ale i energii co w środowisku ekstremalnym ma wielkie znaczenie. Przy czym trzeba pamiętać o naczelnej zasadzie: rzeczy cięższe, jak i obszerne (śpiwory, kurtki łatwe do ubicia!) kładziemy na dno. Będą dziaąłały jak amortyzator i spokojnie będzie można usiąść na plecaku. Na to kładziemy rzeczy ciężkie np. sprzęt obozowy), żeby je ubić. Czy to można modyfikować? Jak najbardziej – kurtkę puchową noszę zimą na wierzchu plecaka, by zarzucić ją na dłuższym postoju w ciągu dnia. Wykluczone jest wrzucanie do plecaka żywności luzem np. do lewej kieszeni baton, luzem czekolady, rodzynki, mieszanka śniadaniowa, jeszcze gdzie indziej liofilizaty. Okaże się, że znalezienie batona może nas kosztować 1. Mnóstwo czasu 2. Mnóstwo nerwów 3. Mnóstwo energii. Żywność najlepiej posegregować do oddzielnych reklamówek w kategorii  śniadanie, obiad itd. i je podpisać. Trzeba bardzo dobrze zabezpieczyć np. mieszanki śniadaniowe, żeby się nie rozleciały (np. w dwa woreczki nylonowe). Alternatywą jest pakowanie żywności do lekkich, plastikowych pojemników, najlepiej zakręcanych. Na przykład kapitalnym rozwiązaniem na transport jedzenia proszkowanego z którego korzystamy cyklicznie i nie konsumujemy naraz są charakterystyczne, brązowe słoiki po kakao. Możemy nieść w nich kawę, cukier (!)mleko w proszku, mieszanki śniadaniowe, itd. Zawsze gdy niesie się cukier w workach, te ostatnie  czasem się rozlecą. Są szczególnie godne polecenia, gdy transportujemy bagaż na stabilnym dużym wózku, ewentualnie w transporcie do punktu bazowego. Gdy przyjdzie minimalizować objętość mogą okazać się zbyt pojemne. W transporcie mogą również peknąć, o czym trzeba pamiętać. Świetnym patentem są pojemniki po kliszach np. na przyprawy. Dobrze chronią wrażliwe produkty pojemniki plastikowe np. po śledziach (lekkie). Solniczka (z ziarnkami ryżu w środku – niweluje zbijanie) zamiast soli w worku (z czasem się zbija od mokrych dłoni itd.)bywa w końcu zbawieniem.

 

Tekst zostanie na stałe w dziale Ekwipunek
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
realizacja: strony internetowe - intersum.pl