Tłumaczy dla mnie:
Translateria
Pustynna wojna jądrowa

2010-01-31

 

Przykładowa grafika

Fot. Jakub Pająk

 

Kiedy na początku 2008 roku przebywałem na południu Algierii, po drugiej stronie granicy - w Nigrze toczyły się walki rebelianckie między Tuaregami a siłami rządowymi. Wtedy od algierskich Tuaregów po raz pierwszy dowiedziałem się o przyczynach tego konfliktu. Mniej więcej w tym samym czasie mój kolega, Jakub Pająk w 40 dni przemierzył z karawana solną wielbłądów legendarną trasę kupiecką na północy Mali, gdzie toczyły się również rozruchy, za co  otrzymał Kolosa 2009 w kategorii Podróż Roku.   

Kuba przywiózł z Mali i Nigru swietne fotografie, ja napisałem tekst, które wkrótce ukażą się w prasie. Ze wstępu:

Powód przeniesienia Rajdu Dakar do Ameryki Południowej był jasny: zagrożenie ze strony rosnącej w siłę na zachodniej Saharze Al Qaidy. Jej medialność przysłania splot międzynarodowych interesów wokół surowców jądrowych i rozgrywającą się od lat na bezkresach pustyni rebelię Tuaregów.

Po kliknięciu pełny artykuł.

 

 

Powód przeniesienia Rajdu Dakar do Ameryki Południowej był jasny: zagrożenie ze strony rosnącej w siłę na zachodniej Saharze Al Qaidy. Jej medialność przysłania splot międzynarodowych interesów wokół surowców jądrowych i rozgrywającą się od lat na bezkresach pustyni rebelię Tuaregów.

 

Przykładowa grafika

Fot. Jakub Pająk

 

 

 

Tuaregowie a branża atomowa

 

Tuaregowie to nietypowi muzułmanie – wyznający matriarchat Berberowie; mężczyźni paradują w długim na 6 metrów turbanie, podczas gdy tuareskie kobiety odsłaniają twarze; często o niebieskich oczach i rudych włosach, niewyjaśnionych do końca pochodzeniu, zwani “niebieskimi ludźmi” z racji zabarwienia na skórze od barwnika indygo pokrywającego ich szaty; nieokiełznani władcy pustyni, przemierzający ją od wieków w karawanach, dawniej handlarze niewolnikami, złotem i kością słoniową, dziś kupcy solni, pasterze, właściciele agencji turystycznych, rebelianci.

Ład pokolonizacyjny wprowadził na piaskach pustyni sztuczne granice. Odtąd 1 – 3,5 mln Tuergów (rozbieżności w szacunkach z racji koczowniczego trybu życia) zamieszkują tereny Mauretanii, Mali, Nigru, Algierii, Libii, Czadu i Burkina Faso. Mieszkam w In-Guezzan przy granicy z Nigrem. Wiesz ile trzeba zachodu, żeby odwiedzić moją rodzinę po drugiej stronie?! – żalił się Ahmed, algierski Tuareg w Tamanrasset.

Ich roszczenia nasiliły się w związku z jawną marginalizacją i dyskryminacją przez rządy, a czarę goryczy przelała obecność na ich ziemiach zachodnich koncernów.

W po rozruchach w latach 60, w Nigrze i Mali w latach 90 wybuchła kolejna fala rebelii, zakończona pokojem w Nigrze w 1995 r i ostatecznym złożeniem broni przez malijskich partyzantów w 1998 r. Sytuacja zdała się opanowana, w krajach zaczęła się rozwijać turystyka.

Niger jest przykładem kraju, który posiadając pod względem wielkosci 4 na świecie złoża uranu, którego eksport stanowi 16 % PKB i 65 % eksportu, pozostaje 5 najbiedniejszym krajem świata. Następujące po sobie susza i plaga szarańczy, które nawiedziły ten kraj w 2004 roku dotknęły głodem 3 miliony osób, w tym około miliona dzieci. Aby przetrwać ludzie jedli trawę i liście drzew.

Od nigryjskich złóż zależy w pełni francuska branża atomowa, która czerpie stąd 75 % procent uranu wykorzystywanego następnie jako paliwo dla elektrowni jądrowych. Francuzi byli w Nigrze przez 40 lat monopolistą w zakresie wydobycia uranu do 2008 r., kiedy miejscowy rząd wynegocjował od operującego na północy kraju koncernu Areva NC, holdingu Areva Group, będącego z kolei własnością państwowej Commissariat a l’energie atomique (CEA), 50%-ową podwyżkę opłat eksploatacyjnych i prawo do samodzielnej sprzedaży surowca po wyższych cenach na rynkach światowych. Areva zgodziła się zainwestować 1 bln euro w nową kopalnię w Imouaren, drugą co do wielkości kopalnię uranu na świecie (planowane otwarcie w 2010-2011 r.)

To w żaden sposób nie usatysfakcjonowało Tuaregów, nie przyjmujących do wiadomości, iż nie dostaną złamanego franka za wydobycie ich drogich surowców na ich własnej ziemi. Na domiar złego w związku z wydobyciem uranu doszło do katastrofy ekologicznej – zatruto deficytowe zbiorniki wody pitnej, a świat obiegły pokazane przez Al Jazeerę zdjęcia dotkniętych dramatem, lamentujących rodzin. W niektórych regionach stężenie radioaktywnych substancji w wodzie przekracza 10-krotnie dopuszczalne normy. Koncern broni się, twierdząc, iż spełnia wszelkie kryteria ekologiczne i działa etycznie.

W 2007 r. nigryjscy Tuaregowie chwycili za broń.

 

Rebelia

 

Po ujarzmieniu rebelii z lat 90, rządy obu krajów starały się wcielić byłych buntowników w szeregi mundurowych. co powiodło się tylko częściowo w Nigrze. W Mali plan poniósł kompletnie fiasko. Tuaregowie woleli swoje niebieskie stroje Już w 2005 i 2006 r. dochodziło tam do ostrych starć z siłami rządowymi. Mimo, że rebelia wybuchła i toczyła się niemal paralelnie w obu krajach, rebelianckie ugrupowania nie pozostawały w formalnych sojuszu.

Ruchem rebeliantów w Nigrze kierowała organizacja Mouvement des Nigériens pour la Justice (MNJ), deklarująca otwarcie cel walki: sprawiedliwa redystrybucja dochodów płynących z eksploatacji uranu w Górach Air w północnym Nigrze – mateczniku Tuaregów. W apelach konsekwentnie podkreślali, że walczą nie w imię tuareskiego nacjonalizmu, a o polityczne, ekonomiczne i ekologiczne reformy.

Rząd twierdził, że to zgraja zwykłych bandytów i przemytników.

Jest w tym odrobina prawdy. Przemyt przez granice krajów saharyjskich to codzienność. Mój tuareski znajomy - obywatel Algierii - pokazywał mi na telefonie komórkowym nagrany przez siebie filmik, na którym przez granice nigryjsko-algierską wielka ciężarówka przemyca tony tytoniu. –Dziś pracuję jako tłumacz dla tutejszej agencji turystyczne, ale sam długo przemycałem papierosy. Zapewniam cię, sam byś to robił, gdybyś się tu urodził i chciał w tych warunkach wyżywić rodzinę – opowiadał.

Z kolei w sąsiednim Mali za rebelią stała organizacja ADC dowodzona przez komendanta Ag Bahanga, złożona z byłych bojowników z lat 90 skupionych w przeraźliwie biednym regionie Kidali. Mimo że agresja i skuteczność partyzantów zaskoczyła rządzących, nigdy nie miały tu miejsca spektakularne bitwy jak w Nigrze, gdzie 18 i 22 czerwca 2008 roku rebelianci zdobyli drugie pod względem wielkości w kraju lotnisko w Agadezie, sercu nigryjskiej turystyki. Zaminowali połacie pobliskich Gór Air i szlaki transportowe. Blisko 80 % cywilów uciekło do Agadezu.

Konflikt zabił prężnie rozwijająca się turystykę w rejonie, obsługującą przede wszystkim Francuzów i będącą dla wielu jedynym źródłem dochodu. Tuarescy tour operatorzy znaleźli się potrzasku. Z jednej strony sercem byli za swoimi pobratymcami, z drugiej całkowicie zależni od koncesji państwowych zostali pozbawieni chleba.

Sytuacja  całkowicie wymknęła się spod kontroli.

Od 24 sierpnia 2007 roku na północy kraju obowiązywał ogłoszony przez prezydenta Mamadou Tandja stan wyjątkowy, dający wojsku de facto wolna rękę w walce z buntownikami. Strona francuska oskarżała rząd o ciche wspieranie rebelii, w ripostach nie ustępowali przedstawiciele władzy. Oliwy do ognia dodali Chińczycy z niebywałą skutecznością podbijający ekonomicznie Czarny Ląd. Chińska kompania China Nuclear International Uranium Corporation (SinoU) zaoferowała na atrakcyjnych warunkach inwestycję w budowę kopalni w Teguida. Niedługo po podpisaniu kontraktu przerwała prace, gdy porwano ich pracownika. W związku z wydaleniem z kraju dziennikarzy na dobrą sprawę nikt nie wiedział, co dzieje się na północy kraju. Do nigryjskiego rządu przylgnęła metka reżimu.

Konflikt na dobre wkroczył na arenę międzynarodową, gdy o rolę w mediacji między zwaśnionymi stronami włączyły się Algieria i Libia w osobie AKaddafiego, walcząc tym samym o prymat w regionie. 18 lipca 2008 r. w Mali podpisano traktat pokojowy wynegocjowany przez algierskiego ambasadora w Mali. Mediacji Algierczyków nie uznał szukający wsparcia w sponsorującym rozmowy pokojowe Kaddafim Ag Bahanga, który uciekł po wszystkim do Libii. Nie na długo. Wkrótce przypomniał się serią ataków na północy kraju. Jego oddziały dobito dopiero z początkiem 2009 r. Rebeliantów zgromadzono w obozach w prowincji Kidal, by wcielić ich do sił zbrojnych. W Mali błędne koło się zamknęło.

W Nigrze trwał bunt.

 

Raj dla Al Qaidy

 

W między czasie media obiegły coraz częstsze doniesienia o porwaniach na Saharze (również w Mauretanii, przez którą przebiegała trasa Rajdu Dakar). Nie było wątpliwości, że 22 czerwca 2008 r. za uprowadzenie 5 pracowników kopalni Areva w tym 4 Europejczyków (zostali zwolnieni 25 czerwca Czerwonemu Krzyżowi) odpowiedzialni byli tuarescy rebelianci. Nie było jednak jasne, kto stoi za pozostałymi napadami m.in. głośnym porwaniem dwóch kanadyjskich dyplomatów.

W końcu wyszło na jaw, że odpowiedzialne są za nie lokalne komórki Al Qaidy (skrzydło w Maghrebie – AQIM), dla której bezkresy pustyni od Mauretanii po Czad, długie, niekontrolowane granice, bezhołowie, niekończący się chaos wywołany rebelią Tuaregów i niemal brak zainteresowania ze strony mediów skupionych na Afganistanie i Iraku oznacza idealne warunki do działania. Terroryści okupami i przemytem przez Saharę narkotyków przylatujących z.. Ameryki Południowej prywatnymi samolotami, których szczątki pochłaniają piaski pustyni, finansują na czarnym rynku zakup broni, której w regionie nie brakuje.

Główna baza zamachowców skupionych wokół niejakich Abu Yahya Amane i Abdula Hamida Abu Zreida ma znajdować się w północnym Mali około 180 km na pn-wschód od legendarnego Timbuktu. Amerykański raport potwierdził aktywność w rejonie niezidentyfikowanych samolotów od 2008 r. Według niego lokalni szefowie Al Qaidy stworzyli sobie “raj bezpieczeństwa”, kopiąc studnie dla swoich członków i żeniąc się z córkami liderów lokalnych plemion. Splątany węzeł relacji zacisnęli .. entuzjaści myślistwa głównie znad Zatoki Perskiej. Ponoć do ich nielegalnych ekspedycji za ich przyzwoleniem podłączają się czasem członkowie AQIM, swobodnie penetrując region. Tym samym władze nie są w stanie stwierdzić, czy w mało szkodliwym, przynajmniej z punktu widzenia bezpieczeństwa ludzi, konwoju przyjezdnych nie znajdują się terroryści. Władze ostrzegają myśliwych przed zamachowcami. Tymczasem zarówno oni jak i ekscentryczni hobbyści mieli wielokrotnie paść ofiarą zwykłego bandytyzmu, na co nie skarżyli się oficjalnie władzom z racji nielegalności swoich działań.

Tam gdzie pojawia się Al Qaida, lądują Amerykanie. Na północy Mali (wcześniej również w Nigrze) Jankesi w ramach projektu Trans-Sahara Counter-Terrorism Partnership szkolą malijskich komandosów w zakresie technik zwalczana terrorystów. Malijczycy mają ambiwalentny stosunek do ich obecności. Nie jesteśmy przeciwko szkoleniom naszych żołnierzy przez Amerykanów – mówi Fatoumata Maiga, aktywistka praw kobiet w stolicy, Bamako. – Ale nie chcemy ich tu na stałe. Gdy tylko się pojawiają, rośnie pokusa dla Al Qaidy. - przekonuje.

Co interesujące, również historia relacji Tuaregów z Al Qaidą jest pełna wzajemnych animozji. Wszak Tuaregowie nie są Arabami i zawsze się od nich odcinali. Gdy prezydent Mali Amadou Toumani Toure obiecał współpracę z Libią i Algierią w zwalczaniu terrorystów, pojawiła się idea, by wciągnąć do niej również Tuaregów, z czego w efekcie niewiele wyszło.

Niewielka liczba tuareskich partyzantów faktycznie współpracowała z AQIM przez co ich bunt zaczęto niesłusznie utożsamiać z akcjami terrorystów.

 

Niemedialna sprawa

 

W 2009 roku również rebelia w Nigrze zaczęła cichnąć. Pod koniec roku zawarto rozejm, rząd ogłosił amnestię dla wszystkich którzy złożą broń, Francuzi wznowili loty do Agadezu, Libia rozpoczęła proces repatriacji nigryjskich rebeliantów do ojczyzny, zniesiono stan wyjątkowy.

W konflikcie 2007-2009 nie są medialne nawet liczby: 300 zabitych rebeliantów, 80 żołnierzy rządowych, 20 000 wysiedleń (dane dotyczą Nigru). Wymiernie mała liczba ofiar śmiertelnych maskuje skalę tragedii lokalnej ludności.

Roszczeń Tuaregów nie zaspokojono. Kiedy się znów zbuntują?

Na koniec polski akcent. Powstanie elektrowni atomowej jawi się jako jeden z priorytetów obecnego rządu (o czym świadczy choćby utworzenie stanowiska pełnomocnika ds. energetyki jądrowej). Z początkiem ubiegłego roku Francję odwiedził ówczesny wiceminister gospodarki Adam Szajnfeld, aby poznać francuskie doświadczenia w zakresie realizacji i wykorzystania przedsięwzięć atomowych. Spotkał się z przedstawicielami firm, które deklarowały gotowość do inwestycji w sektorze jądrowym na terenie Polski. Jedną z nich była Areva.

Nie wiemy, gdzie za rok odbędzie się Rajd Dakar. Jeśli kiedykolwiek wróci na Saharę Zachodnią, choćby z tej przyczyny o regionie znów będzie głośno. O pewnych krajach słyszymy ostatnio, jak w przypadku Jemenu, gdzie wyszkolono zamachowca planującego wysadzić samolot do Detroit, gdy okazuje się, ze jest lęgowiskiem Al. Qaidy. Zatem jeśli kolejny terrorysta zostanie wyszkolony w ostępach Mali lub Nigru i wyjdzie na jaw, że znajdujące się tam bazy są silniejsze niż nam się wydawało, możemy się spodziewać, że kraje te zwrócą pilną uwagę opinii publicznej. Jedno jest jeszcze pewniejsze: znów wszyscy zapomną o Tuaregach. Albo wezmą ich za bojowników bin Ladena.

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
realizacja: strony internetowe - intersum.pl