Tłumaczy dla mnie:
Translateria
Barter poznaje się w biedzie cz. 1

Zachód Paryża Południa

 

 

Argentyna zbiła majątek na dwóch wojnach światowych, dostarczając wyniszczonej Europie zboża, lnu, bawełny i najlepszej na świecie wołowiny. Mieściła się w dziesiątce najbogatszych państw świata. Prosperity zakłócił na chwilę Wielki Kryzys lat 30. Wtedy do miast ściagnęły miliony bezrobotnych chłopów, tworząc nową klasę robotniczą, która po wyjściu kraju z kryzysu zaczęła niemal na równi innymi korzystać z potężnych dochodów z eksportu. Buenos Aires ochrzszczono Paryżem Południa.

Po latach ponurej dyktatury lat 1976-1983 argentyńska klasa średnia znów poszła w tango za kadencji Carlosa Menema (1989-1999). Do kraju płynął wartkim strumieniem kapitał zagraniczny, peso związano kursem stałym z dolarem, kraj ogarnął szał zakupów. Paryż Południa tętnił życiem 24 godziny na dobę, po ulicach jeżdziły najnowsze cabriolety. Do czasu. Kac miał okazać się totalną degrengoladą.

Z perspektywy ulicy wszystko działo się błyskawicznie. W 2001 r. ekonomiści ostrzegają o grożącym krajowi bankructwie, ludzie wycofują z banków pieniądz. 1 grudnia 2001 r. rząd odgórnie ogranicza wypłaty oszczędności obywateli do 1 tys. dolarów miesięcznie (tzw.corralito”), którzy z dnia na dzień tracą swoje majątki; uwalnia kurs niewydolnego peso, inflacja rośnie z kopyta do 41 %, ceny żywności szybują w górę o 73 %, bezrobocie skacze do 21,5 %. Prezydent ucieka helikopterem z pałacu, upadają kolejne gabinety, na ulicach trupy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy odmawia pożyczki. Ludzie, których nie stać na chleb, wychodzą na ulice, waląc wściekle w garnki (“cacerolazo”). Rozprawiają na niekończących się wiecach: - Jak to się mogło stać?!

Ano, mogło.

Menem z miejsca otworzył dotąd chronioną, uregulowaną gospodarkę. Zgodnie z wytycznymi Międzynarodowego Funduszu Walutowego prywatyzował wszystko, za wszelką cenę i jak najszybciej. Ludzie lądowali na bruku. Rosły dysproporcje majątkowe i bezrobocie (z 6,5 % w 1991 r. do 12,9 % w 1998 r.). Kraj zdominowały zachodnie koncerny, wykorzeniając rodzinne, małe biznesy. Politycy rozkradali, co się dało. Rozbito przemysł, nie próbując rozwinąć (jak w Chile) gałęzi pasujących do gospodarki globalnej. Niegdyś bujny eksport przestał przynosić zyski. Argentyńska klasa średnia żyła na kredyt. Zadłużenie kraju urosło do niebotycznych rozmiarów (144 bilionów dolarów). Banki przestały udzielać pożyczek. Dopiero wtedy roztańczeni beneficjenci boomu kredytowego zorientowali się, że bal już się dawno skończył, a obgryzających resztki jest coraz więcej. Że z Paryża Południa został Trzeci Świat.

Apokaliptyczne wizje zastąpił cel nadrzędny: przetrwać.

Już w czasach kryzysu lat 30 austriacka gmina miejska Woergl wprowadziła lokalną walutę, dzięki czemu stopa bezrobocia spadła w ciągu roku o 25 %. W Niemczech w pierwszych latach pod II wojnie światowej powstawały liczne kluby barteru. Jednakże to co wydarzyło się w Argentynie po krachu w 2002 r. miało się okazać fenomenem na skalę światową.

CDN

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
realizacja: strony internetowe - intersum.pl