Tłumaczy dla mnie:
Translateria
Zapisz się do usługi newsletter, aby być na bieżąco
      
badania materiału genetycznego
 
Korsyka

2010-07-21

Przykładowa grafika

 Wróciliśmy z Korsyki.  Wszyscy Ci, którzy wyjechali: Ania Paszek, Magda Przybylak, Agata Sadza, Przemek Lis, Maciek Trlik, Andrzej Muszyński.

 

 Spędziliśmy na „pięknej wyspie” 10 dni, z czego 9 dni na dwóch kółkach. Przebyliśmy na nich łącznie 350 km od Bastii, przez półwysep Corse i zachodnim wybrzeżem do Porto. Spodziewałem się, że będzie ładnie. Nie spodziewałem się jednak tak spektakularnych widoków. Bo proszę sobie wyobrazić plażę nad Bałtykiem a zaraz przy niej Tatry z halami i śniegami pomiędzy czarnymi turniami. Właśnie tak jest na Korsyce. Niby Europa, a wystarczy oddalić się od gwarnych miast, żeby znaleźć się na prowincji. Miałem napisać sielankowej. Ale jak tu sprowadzić opis całej prowincji do jednego epitetu, skoro jak mawiał pewien amerykański dyplomata – toż nie wyspa, to kontynent! Każdy dzień był inny, każde miasteczko było zupełnie różne od poprzedniego. Dajmy na to Calvi – rodzaj kurortu, port, rybki, owoce morza, plaża, a już w kolejne dni Balagne z miasteczkiem San Antonino położonym jak twierdza na samym czubku wielkiej góry. Żeby to jeszcze było muzeum, skansen średniowieczny, ale nie – ludzie tu normalnie mieszkają, funkcjonują, pod samym niebem, by po przebudzeniu za oknem zobaczyć pod sobą wielki szmat niebieściutkiego morza. Albo drogi: wycięte w górach, skałach, nad przepaściami, w kanionach, jarach, pomiędzy gęstymi gajami, po których łażą dzikie świnie i bydło, które chyba już same nie pamiętają skąd przyszły, gdzie się pasą i gdzie zmierzają. Albo takie Porto: mała mieścinka wciśnięta w zatoczkę leżąca u stóp tysiącmetrowej skały. Tak jakby przenieść w miejsce Morskiego Oka Bałtyk pod Mięguszowieckie Szczyty. Z kolei od Porto wystarczy odbić w głąb wyspy, żeby znaleźć zielone lasy, hale i górskie percie. A wieczorami lekkie i rześkie  korsykańskie wino. I owoce morza, sery, świeże oliwki.

5 dni jechaliśmy z sakwami. Potem zjeżdżając do Plage de Saleccia przez pustynię Agriates (niezwykłe miejsce!), Ania nieszczęśliwie potłukła kolano. Odwiedziliśmy szpital w Bastii, nie było mowy o dalszej jeździe, przynajmniej przez najbliższe dni. Żeby Ania mogła z nami dalej jeździć sprowadziłem na Korsykę busa, który do końca woził nam bagaże, i przez kolejne 3 dni Anię, która na dwa ostatnie dni znów wsiadła na rower. Było gorąco, dlatego jeździliśmy popołudniami albo wyruszaliśmy o świcie.

Na koniec dwa słowa o makii. Słowniki mówią, że makia to:  wtórna formacja roślinna występująca w wilgotniejszych siedliskach w rejonie śródziemnomorskim. Inaczej – gęstiwna krzakowatych roślin, głównie ziół – oleandrów, rozmarynów, mięty, karlowatych roślin iglastych. Uczą o tym na lekcjach geografii w podstawówce. Nie mówią jednak jak pachnie. Makia wydziela woń sosny przeciśniętej przez sokowirówkę i oblanej wyciągiem z ziół. W upale atakuje płuca z taką intensywnością, że można się udusić. Prawdziwa inhalacja. Po raz pierwszy w Europie poczułem zapach lasu równikowego – żywicznego, wilgotnego, gęstego. – Nic to w porównaniu z wiosną! Wtedy dopiero pachnie! – opowiadał napotkany Korsykanin.

Dlatego na Korsykę pojadę jeszcze nie raz. Kolejny wyjazd na wyspę otwarty dla Was – wiosną 2011 r. (najpewniej 1-12 maja).

Niebawem zamieszczę na witrynie fotografie z wyjazdu.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
realizacja: strony internetowe - intersum.pl